Tyci Automat Gamingowy


Pewnie wielu z nas jak przez mgłę pamięta czasy, w których nie można było przyjść do domu i zasiąść przed komputerem czy laptopem, i zagrać. I to nie w grę typu “rosyjskie jajeczka”, tylko w Battlefielda trzeciego albo Wiedźmina drugiego. Produkty tak zaawansowane projektowo, olśniewające grafiką, oprawą muzyczną czy choćby animacją postaci. Kiedy w pierwszej połowie lat 80-tych komputer czy konsola pokroju Atari 2600 była dla każdego Polaka tylko szczytem marzeń, na naszych osiedlach zaczęły pojawiać się salony gier komputerowych. Barak, kontener, przyczepa, przynajmniej tak wyglądało to na osiedlu Pogoń w Sosnowcu. W środku kilka zdezolowanych automatów. Ile monet wpadło w te pożerające bilon, dające dzieciakom bezmiar satysfakcji czarne szafy? Galaga, Pong, Space Invaders, Donkey Kong to tylko namiastka gier, które oferowały nam wspomniane przybytki. Był jeszcze niezapomniany i wciąż obecny we współczesnej kulturze PacMan. Obecny pod postacią gadżetów, gier, koszulek i małych, przenośnych konsol TV. Po prostu, obudowany plastikiem, niewielki joystick
z dwiema bateriami w środku. Coś, co w kilka sekund podłączamy do telewizora, uruchamiany i gramy. Całość, używana, do nabycia na serwisie aukcyjnym za jedyne 39,90 PLN. Serwis YouTube

i pomysłowość kilku jego użytkowników sprawił, że narodził się pomysł posiadania w domu repliki automatu do gier. Z racji zaś na gabaryty mieszkania, potrzebne było pomniejszenie projektu. Mniejszy znaczy mini, tyci.

Tyci Automat Gamingowy powstał w około 30 dni. Popołudniami, wieczorami, dłubiąc w domu
i poprzednim miejscu pracy, tnąc płyty MDF, wiercąc i skręcając. Umieszczając w końcu wewnątrz monitor LCD z uszkodzonego DVD player-a oraz wspomniane serce układu, czyli urządzenie Namco TV GAMES Plug&Play. Parę kabli, płytek z czarnej i przezroczystej plexi, zasilacz do wyświetlacza i dwie baterie AA do konsoli. Voliá, i mamy miniaturową maszynę do gier, rodem z salonu jaki znamy
z dzieciństwa. Sentymentalny gadżet, którego magię doceni zapewne tylko garstka amatorów
8-bitowych klimatów.

Ale było warto, wyszło lepiej niż dobrze, a satysfakcji co niemiara.

Zapraszamy do prześledzenia procesu twórczego okraszonego nieco PRL-owską symboliką.

tekst alternatywny